Niedawno przeczytałam cudowną książkę, której tytuł brzmi - "Dotyk Julii". Pomimo niezwykle tajemniczym początku powieści i niemal niemożliwych do zrozumienia rozdziałach, zakochałam się w tej książce od pierwszej strony. W sumie, to wiedziałam, że ją polubię już jak zobaczyłam okładkę i tytuł, który musicie przyznać, że przyciąga uwagę. W każdym razie moją przyciągnął.
Książka ta opowiada historię Julii Ferrars, która ma moc zabijania dotykiem. Jako nastolatka... w sumie nawet jeszcze jako dziecko została oskarżona o morderstwo na małym dziecku, które jak twierdzi dziewczyna zostało uczynione przypadkiem. Przecież ona chciała mu tylko pomóc wstać...
Przez parę lat tułała się po zakładach karnych, aż dotarła do szpitala psychiatrycznego, gdzie została zamknięta w ciemnym, klaustrofobicznym pomieszczeniu na ponad 264 dni.
Nagle w jej "celi" znalazł się tajemniczy chłopak. Przerażona dziewczyna starała się nie zbliżać do niego w jakikolwiek sposób, siedziała ciągle na drugim końcu pokoju, starała się nie patrzeć w stronę towarzysza i ucinała jakiekolwiek próby rozmowy. Jednak skądś znała tego wysokiego i umięśnionego blondyna...
Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jest to jej dawny... kolega z klasy. A może raczej znajomy. Adam.
Akcja rozkręca się dopiero kiedy Julia wraz z Adamem zostają przyprowadzeni do Warnera - przywódcy Sektora 45. Wtedy właśnie dziewczyna dowiaduje się, że Adam jest żołnierzem nastoletniego "mordercy", a ona ma zostać jego marionetką do torturowania ludzi.
W międzyczasie Julia zakochuje się w Adamie, który odwzajemnia jej uczucia i co najważniejsze - może ją dotknąć. W pewnym momencie kochankowie stwierdzają, że trzeba wreszcie uciec z niewoli Warnera i doprowadzają swój plan do skutku. Trafiają razem do domu Adama, gdzie dziewczyna poznaje jego młodszego brata Jamesa. Parę dni później do drzwi zaczął się dobijać jakiś mężczyzna wołając byłego żołnierza po imieniu. Po długim namyśle blondyn wreszcie wygląda na zewnątrz. Zobaczył tam Kenji'ego, dawnego przyjaciela, również pracownika Warnera. Niemało czasu zajmuje chłopakowi na pogodzenie się z faktem, że jago kumpel mógł przyprowadzić ze sobą resztę gwardii Sektora 45. Zgodnie z jego przewidywaniami około południa następnego dnia nachodzą ich umundurowani i bez żadnego ostrzeżenia postanowili zrównać budynek z ziemią. Grupa, wraz z Kenji'm uciekali wytrwale do miejsca, które ciemnowłosy chłopak uważał za niewyobrażalnie bezpieczne. Pomimo rany w nodze spowodowanej torturami Warnera, stosowanymi żeby wydał miejsce pobytu Julii i Adama, uparcie biegł wraz z resztą nie zwracając uwagi na ból.
Zatrzymują się tylko na chwilę, żeby odnaleźć działający samochód. Wtedy Kenji zostaje z Jamesem w jednym z opuszczonych budynków, a para wyrusza na jak najszybsze poszukiwania. Nie trwa jednak długo ich powodzenie, bo momentalnie zostają rozdzieleni. Dziewczyna zostaje zaprowadzona do Warnera, który również może ją dotknąć. Zostają sami i Warner wyznaje jej miłość, a Julia w chwili jego słabości wyjmuje mu pistolet i strzela, po czym biegnie ile sił w nogach, żeby uratować Adama. Okazuje się, że był przetrzymywany w rzeźni, gdzie został poddawany różnym torturom. Dziewczyna pod wpływem adrenaliny i silnych emocji robi coś niemożliwego - przebija się gołymi rękoma przez grube, stalowe drzwi, po czym ratuje ukochanego z opresji i odnajdując pojazd zaprowadza go do Kenji'ego i Jamesa. Wtedy ciemnowłosy siada za kierownicą i zaprowadza wszystkich do Punktu Omega - miejsca, w którym przebywały osoby takie jak ona. Z darem.
"Podchodzi bliżej. Bierze mnie w ramiona.-Wyglądam jak gimnastyczka. - mamroczę.Nie - mówi szeptem, który parzy parzy parzy moje usta. - Wyglądasz jak superbohaterka."
Zostało mi jeszcze chyba tylko ocenić tą powieść. Pierwszej części daję 7/10 punktów. Była co prawda cudowna i tak wciągająca, że przeczytałam ją w parę godzin, ale nie zawładnęła mną tak bardzo jak druga część - "Sekret Julii". Co nie znaczy, że jest zła, bo to wcale nie jest prawdą. Ta powieść z pewnością zalicza się do czołówki moich ulubionych książek.
7 komentarze:
niezle to opisalas, szkoda ze akurat nie moja tematyka... ale kto wie, może kiedyś do tego sięgnę :)
właśnie mam zamiar w tym tygodniu pisać u siebie o tegorocznym postanowieniu czytelniczym :)
Życzę Ci dużo cierpliwości i żebyś znalazła swój styl recenzowania :) Sądzę, że powinnaś jednak odejść trochę od konwencji streszczania książki, a skupiła się na jej subiektywnej ocenie, bo czytelnik wciąż nie wie skąd te 7 punktów :)
Wszystko ładnie, dobrze się czytało, tylko no właśnie - to nie recenzja, a streszczenie. Dobrze, że sama zwróciłaś na to uwagę. Po prostu streściłaś całą książkę, od razu sprawiając, że nie mam już po co sięgać... Musisz popracować nad tym, by krótko opisać kim są bohaterowie i jaki jest główny wątek, ale resztę zostawić dla czytelnika. Jeśli chcesz, wpadnij do mnie i zobacz, w jaki sposób ja staram się pisać recenzje :) To nawet nie drogą, że chce się zareklamować, a po prostu Ci pomóc (chociaż jak wejdziesz i blog Ci się spodoba - będzie mi miło).
http://still-changeable.blogspot.com
Pozdrawiam,
A.
Witaj!
Na początku powiem Ci, że podziwiam Cię za chęć recenzowania. Sama robiłam to przez jakiś czas (byłam recenzentką na Stan: Zaczytanej) i - szczerze mówiąc - z czasem mi się to znudziło, choć czytam naprawdę dużo. Dlatego wybacz mi, ale dość "krytycznym wzrokiem" popatrzę na Twoją recenzję - chcę odrobinę Ci pomóc. :)
Na lekcji gramatyki w pierwszej klasie gimnazjum przy nauce pisania recenzji, moja polonistka kazała nam zapamiętać jedno, cholernie ważne zdanie:
RECENZJA NIE JEST STRESZCZENIEM KSIĄŻKI - ma opowiedzieć o książce, owszem, ale jej celem nie jest zdradzenie czytającemu ją większej części książki. Takwięc, streszczanie książek odpada, bo ludzie są wyczuleni na spoilery. Pamiętaj o tym c:
Widzę też lekkie braki w przecinkach, etc., ale to z czasem opanujesz.
Co do samej recenzji, to jak mówiłam, za dużo faktów z książki, a zbyt mało konkretów. Gdybym nie czytała całej trylogii, nie wiedziałabym, dlaczego oceniasz ją tak wysoko.
Pomyśl też o składni niektórych zdań, ale to tylko taką sugestia ;)
Podsumowując, jest, hmm, nieźle jak na pierwsze spotkania z recenzjami, aczkolwiek mogłoby być trochę lepiej. Sama profesjonalistką nie jestem (wystarczy spojrzeć na recenzję "Naznaczonej" na blogu Stan: Zaczytana - to było moje pierwsze spotkanie z oceną książki), ale może jakoś pomogłam.
W każdym razie, życzę Ci sukcesu, wytrwałości i wielu czytelników!
Pozdrawiam i przepraszam, jeśli w jakikolwiek sposób Cię uraziłam,
Naomi Stark
Jak dla mnie trochę za dużo opisu książki ale i tak bardzo miło się czytało ;)
Właśnie zastanawiałam się czy się na nią skusić. Ale po twojej opinii na pewno :D Zapraszam do mnie. Blog też z recenzjami książek. http://booksybooksyinietylko.blogspot.com/
Pozdrawiam :*
Przeczytałam wszystkie części! <3 Najbardziej lubię ostatnią. Niesamowity zwrot całej akcji i fabuły. Fajna recenzja. Ja też prowadzę bloga z recenzjami : moje-poczytajki.blogspot.com Oprócz recenzji robię też fanmade'owe trailery książek ;) Obserwuję twój blog i zapraszam do siebie ;)
Czytałam tą książkę i chyba wezmę się za całą trylogię! Do tego głowna bohaterka jest moją imienniczką ;)
Świetny post :D
http://magicloony.blogspot.com/
Prześlij komentarz